Rozwój duchowy

Jak Majowie zostali naszymi przyjaciółmi

Jak-Majowie-zostali-naszymi-przyjaciolmi

Jak Majowie zostali naszymi przyjaciółmi

W połowie roku 2002 zacząłem intensywnie zadawać sobie pytania o sensie życia, naszego istnienia na Ziemi i pojmowania Boga. Można powiedzieć, że zacząłem się interesować rozwojem duchowych. Przeżywałem wówczas wiele problemów natury finansowej.

Być może to mnie skłoniło do tego, że sam sobie kupiłem pod choinkę książkę pt. “Moc przyciągania pieniądza” Josepha Murrphy. Kupiłem ją impulsywnie, bez zastanowienia i zbytniego przeglądania w księgarni. Tytuł nie sugeruje w ogóle, że ta książka zawiera treści duchowe. Jednak jak zacząłem ją czytać w Święta Bożego Narodzenia 2002 roku, to byłem bardzo zdziwiony. Jej treść mówiła więcej o zaufaniu do Boga, oddania mu swoich problemów i korzystania z Jego niewyczerpanej skarbnicy, jak o udzielaniu porad menadżerskich.

Była to moja pierwsza książka przeczytana w całości od ponad 10 lat. Już samo to było swojego rodzaju doświadczeniem duchowym. Dziś mogę powiedzieć, że ta książka spowodowała, że zacząłem się naprawdę modlić i inaczej postrzegać Boga. Wrócił u mnie czas czytania książek, dbania o własne zdrowie i samopoczucie.

'Ja Jestem Inny Ty - Kosmiczna Telepatia i Ty'

Na początku 2003 roku Helena kupiła książkę pt. “Ja Jestem Inny Ty – Kosmiczna Telepatia i Ty” z serii kalendarza Majów. Zacząłem ją przeglądać i ogarnął mnie “pusty” śmiech. O czym oni tu piszą! O jakiś pieczęciach, falach o dziwnych nazwach, o drogim przyjacielu Ashtarze – dowódcy floty, o nieznanej naukowcom planecie Maldek. Rysunki w książce świadczyły dobitnie o jej “naukowym” charakterze. I takie coś przekazują telepatycznie. Do tego jeszcze sprawa reinkarnacji. Totalna bzdura. Taka była moja pierwsza reakcja. Żywiołowa i zdecydowanie na NIE. W tamtym czasie poświęcałem około pół godziny dziennie na modlitwę i medytację. Praktykowałem “Pracę z Aniołami”.

Wszystko było ułożone tak, że nie kłóciło się z moimi ówczesnym postrzeganiem świata – ludzie z wieczną duszą, Ziemia, Wszechświat, Aniołowie, Matka Boska, Jezus Chrystus, Duch Święty i Bóg. Prosto i jasno. Jednak cały czas wewnętrznie czułem, że to nie wszystko, że wszechświat nie może być taki pusty. A co z tą reinkarnacją? Jest, czy jej nie ma? Czy mam prawo jako chrześcijanin drążyć ten temat?

Po kilku miesiącach kupiłem dla siebie tą samą, zieloną książkę o kosmicznej telepatii i zacząłem czytać. Przychodziło mi to już lżej. Nie była to łatwa wiedza, ale czułem dobre, choć trudne do przepuszczenia wibracje z nią związane. Ciągle jakoś nie mogłem zaakceptować informacji na temat łączenia Chrystusa z nieznanymi mi istotami kosmicznymi, a tym bardziej postrzegania Go jako równorzędnego partnera żyjących tam cywilizacji.

Przedstawiona historia wszechświata i ludzkości w fragmentach trudnych do ułożenia w logiczną całość, też pozostawiała dużo do życzenia. Nie wszystko rozumiałem i zapamiętałem, ale zacząłem odczuwać przepływ energii, dokładnie tak, jak było pokazane na tych prostych rysunkach. Według autora książki oznaczało to Stan Otwarty – brak blokad częstotliwości, nieograniczony stan ducha. No, No. Czy to możliwe? Przecież ja nic nie słyszę i nic takiego nie widzę. Przeczytałem książkę i odłożyłem ją na półkę.

Wyrocznia Majów

Cel-pracy-z-Kalendarzem-Majow-kalendarz-majow

Po kilku jednak miesiącach temat Majów wrócił do naszych rozmów. Postanowiliśmy kupić “Wyrocznię Majów“. Listonosz przyniósł paczkę 17.07.2003 roku. Po pracy, wstępnie zapoznaliśmy się z nią i otworzyliśmy karty. I stało się coś dziwnego i niesamowitego. Helena poczuła, że jakaś Energia zaczyna nią kierować, że może mnie ją leczyć. Ja natychmiast odczułem jej oddziaływanie na mnie. Było przyjemne i ciepłe. Helena naraz zobaczyła moją aurę, światła i istoty eteryczne wypełniające pokój. Zaczęła mnie leczyć. Wszystko to trwało około 3 godzin. Wrażenia były bardzo silne, ale nie wiedzieliśmy do końca, co to było. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Jak tylko wyciągaliśmy karty, natychmiast rozpoczynało się odczuwanie Energii, poczucie uczestniczenia w czymś niesamowitym i majestatycznym.

Domyślaliśmy się już, że to Energie Majowe rozpoczęły z nami pracę w celu przygotowywania naszych ciał i umysłów do przyjęcia wyższych wibracji i świadomości. Cały czas nie dawało mi jednak spokoju zrozumienie, kim są Majowie? Czy reprezentują tą straszną, krwawą cywilizację z ubiegłego tysiąclecia, czy są jednak kosmicznymi wysłannikami? Czyimi wtedy? Bóg ma przecież Aniołów, to po co mu Majowie? Czy są faktycznie dobrzy, czy jednak mają jakieś ukryte, niecne zamiary?

Systematycznie rozwijały się u nas coraz to nowe zdolności. Ja też zacząłem widzieć różnego rodzaju energie, światła, postacie itp. Wewnętrznie czuliśmy, że wszystko jest prawidłowe i czyste. Świadomie jednak nadal się trochę obawialiśmy, bo nie wiedzieliśmy i nie rozumieliśmy do końca, w czym uczestniczymy. Trzeba było więc zgłębić bardziej wiedzę teoretyczną o Majach. Zamówiliśmy pełny pakiet książek. Zacząłem je powoli studiować. Znowu pojawiło się wiele pytań. Nie mogłem pojąć tych wszystkich kodów, mnogości nowych nazw i pojęć. Wrócił temat reinkarnacji. Nie byłem już tak negatywnie nastawiony do niej. Coraz bardziej zacząłem się skłaniać do przekonania, że jednak tak jest.

Stwierdziłem, że Bóg nie jest tak okrutny, aby uzależniać wieczne życie, dalsze miliardy lat życia mojej duszy od kilkudziesięciu lat życia na ziemi. Byłoby to bardzo niesprawiedliwe, a wręcz okrutne.

Poza tym postrzegałem już Boga jako dobrego i miłosiernego Ojca, który dla zbawienia duszy ludzkiej gotowy jest wybaczyć wszystkie grzechy, jeżeli człowiek to zrozumie i przeprosi Boga za grzechy. Poddałem się w końcu i uznałem, że inkarnacja i karma jest faktem, że jest to ewolucja duszy w jej powrotnej drodze do swojego Stwórcy.

Prowadzenie dziennika

Od września 2003 roku zacząłem prowadzić dziennik, tak jak radzono w książkach Majów. Spisywałem wydarzenia, moje odczucia i myśli z danego dnia. Z czasem stwierdziłem, że nakładają się one w tematyce zdarzeń z treścią danej fali i jej dnia. Jeszcze większe moje zdumienie wywołało podsumowanie fali. Nie wiedziałem na początku jak je zrobić. Zdecydowałem, że postaram się napisać w jednym, dwóch zdaniach podsumowanie każdego dnia. Jeżeli można było wyciągnąć wnioski z danego dnia, wpisywałem od razu wniosek. Jeżeli nie, to pisałem zdarzenie, które było według mnie najważniejsze w danym dniu.

Tak oto sprowadziłem 13 dni do wielkości jednej strony A4. Doczytałem się też o pulsarach tzn. powiązaniu danych dni w danej fali np. 1,5,9 i 13-tego dnia. Jakież było moje zdumienie, gdy moje własne doświadczenia, spisane moją ręką, nakładały się na dany pulsar. Wydarzenia tych dni faktycznie reprezentowały pulsary przeznaczenia, życia, zmysłów i umysłu. Wszystko to spowodowało, że zacząłem jeszcze bardziej pilnie pracować z kalendarzem Majów. Starałem się codziennie uzupełniać mój dziennik. Jak nie zdążyłem, to uzupełniałem to następnego dnia lub kilka dni później. Stwierdziłem jednak, ze moja zdolność pamiętania szczegółów jest zawężona do 2-3 dni. Później obraz się zaciera. Starałem się więc nie dopuszczać do dłuższych przerw w pisaniu dziennika jak 3 dni.

Każdy dzień spędzony z kalendarzem przynosił mi wiele obserwacji i wniosków, których nigdy przedtem nie dostrzegałem. To była prawdziwa praca ze swoim ego i wyższym Ja.

Wiele się w tym czasie nauczyłem, skorygowałem wiele własnych odczuć i pojęć. Jednym z największych moich postępów było otworzenie się na inne poziomy postrzegania świata. Nie tkwiłem już w starych wzorcach i schematach myślowych. Nie odrzucałem od razu czegoś, czego nie rozumiałem lub moje wychowanie i kultura negowała. Zacząłem spokojnie przepuszczać wszystko przez siebie, nie wydałem od razu nieomylnych osądów, ani też nie przechodziłem obojętnie obok zdarzeń, które pojawiły się w moim życiu. Drugim osiągnięciem było znaczne podniesienie energetyki ciała, coraz większe odczuwanie subtelnych form światła i energii.

Tak oto coraz bardziej zacieśniały się nasze kontakty z Majami. Nie było już żadnych wątpliwości. Poznaliśmy osobiście każdy Znak. Nazewnictwo nie stanowiło już dla nas żadnych kłopotów, a wręcz odwrotnie, ich imiona stały się nam bardzo bliskie.

Można powiedzieć, że żyliśmy kalendarzem Majów. To on nam wskazywał to, na co należy zwracać uwagę w danym dniu i okresie, jakie wnioski i korekty należy dokonać, aby żyć w zgodzie z prawami kosmosu. Pozwolił nam zrozumieć, że życie przynosi nam to co zasialiśmy, że określone zdarzenia pojawiają się w konsekwencji naszego myślenia i postępowania, że pulsowanie strumieni kosmosu, którym kierują Majowie ma nam wskazywać dokładnie to, co kosmos chce nam przekazać.

Jak-Majowie-zostali-naszymi-przyjaciolmi-krajobraz

Zrozumieliśmy, że Majowie są faktycznymi wysłannikami Stwórcy, że są galaktycznymi nawigatorami duchowych praw Czasu i Harmonii działającymi w całym Kosmosie.

Takie otworzenie się na Majów, pełna ich akceptacja prowadziła do dalszych wydarzeń. W kwietniu 2004 roku uczestniczyliśmy w kursie Mer-Ka-By (bardzo polecam ten kurs). Poznaliśmy tam osoby, które spontanicznie postanowiły zorganizować medytację Mer-Ka-By w zielony dzień kalendarza Majów, który przypada 25 lipca. Specjalnie pojechaliśmy pod Warszawę na tą medytację. Miało być nas wielu, ostatecznie było tylko około 25 osób, z czego 12, które potrafiły zrobić medytację Mer-Ka-By. Jest to minimum do zrobienia medytacji zgodnie z specjalnym ustawieniem uczestników według schematu Drunvalo Melchizedeka, które ma zwielokrotnić siłę medytacji.

O godzinie 24-tej rozpoczęliśmy medytację z intencją podziękowania wszystkim Wniebowstąpionym Nauczycielom za pomoc udzielaną Ziemi i ludzkości. Spotkanie przy ognisku skończyło się o 4.30 rano. Cały czas były obecne potężne energie w tym miejscu. Zrobiłem parę zdjęć komórką, mówiąc przy tym żartem, że może jakaś energia da się “uchwycić”. Zapomniałem o tym, ale kilka dni później przeglądałem te zdjęcia i oczom nie wierzyłem. Na dwóch zdjęciach było widoczne Oko Horusa, tak jak je przedstawiają w książkach. Niestety, zobaczyć to można tylko, gdy pokazuję te zdjęcia bezpośrednio z komórki. Jak przesyłam zdjęcie emailem do komputera, to obraz nie jest na tyle wyraźny aby postronne osoby mogły potwierdzić widzenie Oka Horusa.

Parę dni później dotarła do nas technika nawiązywania kontaktu z Wyższym Kosmicznym Rozumem (WKR), dzięki której nawiązaliśmy bardzo świadomy, mentalny kontakt telepatyczny z Mistrzami Wniebowstąpionymi, Aniołami, Kosmicznymi Bytami Miłości i Światła, jak i samym Stwórcą, Bogiem, Absolutem, Najwyższą Świadomopścią, Wszechduchem, Żródłem Miłością! Niesamowite. Od medytacji upłynęło kilka dni a my już rozmawialiśmy z Nauczycielami WKR.

Tak oto został wypełniony cel pracy z kalendarzem Majów, którym jest przebudzenie zdolności telepatycznych!

Dzięki temu mogliśmy podziękować bezpośrednio wszystkim Istotom Duchowym, samemu Bogu za ich prowadzenie, naukę i opiekę nad nami.

Majowie wycofali się z pierwszego pola prowadzenia i uczenia nas, mówiąc, że kiedyś powrócą do bardziej intensywnych kontaktów z nami. Niezależnie wszyscy Oni towarzyszą nam nadal. Pomagają w wielu pracach, wspomagają nas swoją mocą, wiedzą i doświadczeniem. Dziękujemy Wam, Kosmiczni Majowie, Tkacze Czasu za wszystko to, co dla nas i wszystkich innych uczyniliście i nadal czynicie. Błogosławimy wasze przejawienie i istnienie.

Z majańskim pozdrowieniem,
In Lak’ ech – Ja Jestem Innym Tobą
Biały Spektralny Łącznik – CIMI 206 – Mariusz Jerzy Brzoskowski
Żółty Elektryczny Wojownik – CIB 16 – Helena Nechyporenko

PS. Chciałby się jeszcze podzielić moimi doświadczeniami dotyczącymi mandali, które dotarły do nas z książkami w 2003 roku. Z czasem zacząłem wykładać je na biurku w pracy. Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku minutach od wyłożenia, zaczynałem czuć chodzące energie po moim ciele i twarzy. Było to bardzo wyraźne. Czułem jak czyszczone są najdrobniejsze kanaliki w moich ciałach, jak zmienia się moje postrzeganie i odczuwanie energetyki. Praktykowałem również, medytacje z mandalemi i podanymi afirmacjami do nich. Siedząc na piętach, trzymałem odpowiadający danemu dniu mandal w dłoniach. Przy zamkniętych oczach powtarzałem kilkakrotnie afirmację. Potem przykładałem mandal do głowy.

Towarzyszyły temu wielokrotnie niezwykłe odczucia energetyczne połączone z różnymi widzeniami.

Swój osobisty mandal powiesiłem na ścianie, z boku biurka. Po jakimś czasie zobaczyłem jak ten znak wspaniale pracował energetycznie. Pewnego dnia medytując na stojąco z mandalem, usłyszałem wyraźnie głos w głowie, mówiący mi “Na kolana”. Byłem ty tak zdziwiony, że nie wykonałem tego polecenia. Usłyszałem to jeszcze raz i nadal nie zareagowałem. Poczułem wyraźne oddziaływanie energetyczne, które zmuszało mnie do klęknięcia. Przede mną na ścianie wisiał obraz Jezusa Chrystusa. Usłyszałem – “Klękaj i dziękuj za Jego łaskę”. Nie miałem już żadnych wątpliwości. Klęknąłem i modliłem się do Chrystusa na wyraźne polecenie Majów. To był pierwszy, świadomy przekaz telepatyczny wyrażony za pomoca faktycznego głosu, który otrzymałem w swoim życiu.

Podziękowanie za 'Wyrocznię Majów'

List wysłany przez Helenę do wydawnictwa “Pulsar” w sierpniu 2003 roku:

“Szanowna Pani Hanno,

Od dwóch tygodni poznaję wiedzę, którą udostępniła Pani wielu ludziom. Paru dni temu kupiłam “Wyrocznię Majów”. Nawet ciężko opisać pod jakim jestem wrażeniem. Wraz z moim bliskim przyjacielem zaczęliśmy naszą podróż do siebie. A potem otworzyły się przed nami bramy wiedzy i poznania. Zeszły do nas energii, które rozpoczęły pracę nad naszymi ciałami a przede wszystkim duszami. Od jakiegoś czasu zajmuje się ezoteryką. Powoli idę tą ścieżką rozwoju i poznawania siebie. I wiem, że droga jest ta długa i trzeba mieć dużo cierpliwości i pokory w sobie. Ale tym razem zostało pozwolono nam zobaczyć jak te energia wchodzą w człowieka, zmieniają go fizycznie. Jakich metod Oni używają do przeobrażenia ciała, jak poruszają czakry, jak oczyszczają człowieka. Przez trzy godziny przeze mnie przechodziła energia, która uleczała mojego przyjaciela. Czułam, że różne osoby jakby “wcielają się” do mojego ciała.

Z wielkim szacunkiem do nich i do ich pracy, bezgranicznie ufałam i nadał ufam w słuszność ich działania. Postaci, które znajdowały w tym czasie w pokoju były niesamowite. Było ich dużo. Można było z nimi rozmawiać. Przez jakiś czas występowałam w roli narzędzia, a może poprawniej byłoby powiedzieć przewodnika tej wspanialej energii. Przeze mnie były leczone poszczególne organy mojego przyjaciela. Pozwolono mi było zobaczyć wszystkie jego organy, kości, stawy. Co się z nimi dzieje, w jakim stanie one się znajdują, co im dolega. Podczas tej pracy opisywałam mojemu przyjacielowi co się z nim dzieje, i często okazywało się że widziałam na paru sekund wcześniej niż on to odczuwał. Było to niesamowicie. Wiedzieć i widzieć to wszystko.

Przedtem jeszcze nie mogłam tak wszystkiego dokładnie zobaczyć jak tym razem. To co zostało zrobione z jego twarzą, głową, trzecim okiem jest nie do opisania. Ten niesamowity kolor energia, który jego otaczał. Niezwykłym też jest, że i on mógł zobaczyć jak ja się świecę, i kto za mną stoi. Przedtem nic takiego nie widział. Jestem niezmiernie wdzięczna, że zostaliśmy wtajemniczeni w tą niezwykła magię.

Na drugi dzień też spróbowaliśmy postawić następne pytania. Wszystko powtórzyło się od nowa. Zauważyłam, że jak tylko dotykam książki, już czuje Ich obecność. I znów przeżyliśmy wspaniałe cztery godziny. Informacja, zawarta w poszczególnych glifach jest tak niesamowita, że brakuję słów żeby opisać tą potężną mądrość i wielkość w nich zawartą. Mogłabym pisać i pisać dalej, ponieważ jestem przepełniona tymi wszystkimi emocjami. Ale przede wszystkim chciałabym niezmierne Pani podziękować za to, że dzięki Pani mieliśmy zaszczyt poznawać tą wiedzę i dalej rozwijać się i przede wszystkim mniej błądzić. Jeszcze raz bardzo dziękuję.

Z poważaniem,
Helena N.
KIN 16 Żółty Elektryczny Wojownik”

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *